środa, 4 grudnia 2013

Talerz dla babci - niecodzienne przepisy

Przepisy na strawę dla ciała póki co zdominowały moją jadłodajnię - za co przepraszam tych z Was, którzy lubią odwiedzać to miejsce nie tylko w poszukiwaniu kulinarnej inspiracji.

W ramach małej rekompensaty podzielę się dziś z Wami trzema krótkimi opowiadaniami, wyszperanymi na adonai.pl, które niosą ze sobą pewien emocjonalny ładunek, zachęcają do refleksji i które oceniam swoim subiektywnym rzecz jasna postrzeganiem świata i otaczającej nas rzeczywistości jako interesujące i warte przeczytania. Ciekawa jestem, czy podzielicie moją opinię:)


Talerz dla babci
Pewna starsza pani mieszkała za miastem wraz z córką i wnuczkiem.
     Mijały lata, a jej ręce stawały się coraz słabsze i słabsze, podobnie jak jej wzrok i słuch. Bardzo chciała być użyteczna, ale choroby i starość spowodowały, że miała niezręczne i niepewne ruchy. Tak więc babunia tłukła naczynia, gubiła sztućce, rozlewała wodę i potrawy.
     Pewnego dnia jej córka, rozdrażniona tym, że matka zbiła jeszcze jeden cenny talerz, posłała chłopca, by kupił drewniany talerz dla babci.
     Chłopiec ociągał się, ponieważ wiedział, że to upokorzyłoby jego babunię. Głucha na jego wywody matka zmusiła go do posłuszeństwa.
     Ale chłopiec wrócił do domu nie z jednym, lecz z dwoma drewnianymi talerzami.
     - Przecież ci mówiłam, żebyś kupił jeden! - zgromiła go matka. - Czy nie zrozumiałeś?
     - Owszem - odrzekł chłopiec - ale drugi kupiłem dla ciebie, kiedy będziesz stara. 


Tradycja hinduska



Doradca inwestycyjny

Znany amerykański doradca inwestycyjny siedział na przybrzeżnej skałce w małej

 meksykańskiej wiosce, gdy do brzegu przybiła skromna łódka z rybakiem. W łódce leżało kilka wielkich tuńczykow. Amerykanin, podziwiając ryby, spytał Meksykanina:
     - Jak długo je łowileś?

     - Tylko kilka chwil.

     - Dlaczego nie łowiłeś dłużej - złapałbyś więcej ryb?

     - Te, które mam całkiem wystarczą na potrzeby mojej rodziny.

     Amerykanin pytał dalej:
     - Na co więc poświęcasz resztę czasu?
     - Śpię długo, trochę połowię, pobawię się z dziećmi, spędzę sjestę z moją żoną, wieczorem wyskoczę do wioski, gdzie siorbię wino i gram na gitarze z moimi amigos - pędzę wypełnione zajęciami i szczęśliwe życie.
     Amerykanin zaśmiał się ironicznie i rzekł:
     - Jestem absolwentem Harvardu i mogę ci pomóc. Powinieneś spędzać więcej czasu na łowieniu, wtedy będziesz mógł kupić większą łódź, dzięki niej będziesz łowił więcej i będziesz mógł kupić kilka łodzi. W końcu dorobisz się całej flotylli. Zamiast sprzedawać ryby za bezcen hurtownikowi, będziesz mógł je dostarczać bezpośrednio do sklepów, potem założysz własną sieć sklepów. Będziesz kontrolował połowy, przetwórstwo i dystrybucję. Będziesz mógł opuścić tę malą wioskę i przeprowadzić się do Mexico City, później Los Angeles, a nawet do Nowego Jorku, skąd będziesz zarządzał swoim wciąż rosnącym biznesem.
     Meksykanski rybak przerwal:
     - Jak długo to wszystko będzie trwało?
     - 15, może 20 lat.
     - I co wtedy?
     Amerykanin uśmiechnął się i stwierdził:
     - Wtedy stanie się to, co najprzyjemniejsze. W odpowiednim momencie będziesz mógł sprzedać swoją firmę na giełdzie i stać się strasznie bogatym, zarobisz wiele milionów.
     - Milionów? I co dalej?
     - Wtedy będziesz mógł iść na emeryturę, przeprowadzić się do małej wioski na meksykańskim wybrzeżu, spać długo, trochę łowić, bawić się z dziećmi, spędzać sjestę ze swoją żoną, wieczorem wyskoczyć do wioski, gdzie będziesz siorbał wino i grał na gitarze ze swoimi amigos... 

Bajka meksykańska


Bliźnięta
     W brzuchu ciężarnej kobiety były blizniaki. Pierwszy zapytał drugiego:     - Wierzysz w życie po porodzie?
     - Jasne. Coś musi tam być! Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie potem.
     - Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by to miało wyglądać?
     - No nie wiem, ale bedzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią...
     - No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby jeść ustami! Przecież żywi nas pępowina.
     - No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę, i ta się bedzie o nas starać.
     - Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według ciebie w ogóle jest?
     - No przecież jest wszędzie wokół nas... Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było.
     - Nie wierzę! Zadnej mamy nie widziałem czyli jej nie ma...
     - No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę,że prawdziwe życie zaczyna się dopiero później...



autor nieznany 

6 komentarzy:

  1. zmuszają do myślenia.... fajnie, że je zamieściłaś i czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń